20 lat minęło...

W roku 2009 nasza ukochana Baza w Podwilku przestała być nastolatką. Świętowaliśmy tą okrągłą rocznicę 7 czerwca 2009 roku na Polanie Jakubów w Izabelinie. Pojawiły się wśród nas obecni, przeszli i przyszli miłośnicy Bazy Namiotowej „Madejowe Łoże", żywe legendy (w tym założyciele bezy Rapsond i Butold) i nowicjusze. Była to niepowtarzalna okazja do spotkania przyjaciół z dawnych lat.

Organizatorzy przygotowali konkursy (wiedzy i sprawnościowy) oraz pokaz slajdów, dzięki któremu zakręciła się niejedna łza. była także możliwość wejścia w posiadanie niepowtarzalnej koszulki okolicznościowej.

View the embedded image gallery online at:
http://skg.uw.edu.pl/inne-okolicznosci#sigFreeId43e5fa3304

 

25 lat za nami...

Paweł Staniszewski (29. numer Biuletynu SKG)

Pamiętam to bardzo dokładnie – kiedy to było? Przedwczoraj? Tydzień temu?... Lipiec 1989 roku... Swój „dyplomowy” obóz wędrowny kończyłem na Bazie Namiotowej w Podwilku. Nie byłem tam wcześniej, pierwsze w historii rozbijanie Bazy mi jakoś umknęło. Czy mogłem wówczas przypuszczać, że 25 lat później – jako opiekun Bazy i chorobliwie uzależniony bywalec – będę pisał o jej tak okrągłym jubileuszu? Niemożliwe! Przecież – jak mawiał (znany starszym Klubowiczom) Łaskawca – „ludzie tak długo nie żyją!”. A jednak... Minęło jak z bicza strzelił... Były liczne kryzysy i dyskusje dotyczące istoty prowadzenia Bazy przez SKG – a Baza żyje... Pojawiała się krytyka kontrowersyjnej dla niektórych lokalizacji („dlaczego nie w Bieszczadach?”) – a Baza żyje... Turystyka kwalifikowana w Beskidach zdycha – a Baza żyje... „Nadbazowy” się starzeje – a Baza żyje i jest wciąż młoda...

Na obchodach

Obchody jubileuszu 25-lecia Bazy rozpoczęły się już przed sezonem, 24 maja. Na obrzeżach Puszczy Kampinoskiej, na Polanie Opaleń, zorganizowaliśmy uroczyste ognisko. Uczciwie mówiąc, to nie „śmy”, tylko Karusia jednoosobowo... W każdym razie była moc atrakcji, konkursy z nagrodami, pokaz slajdów z dawnych lat, a przede wszystkim – pojawiło się mnóstwo osób związanych z Podwilkiem. Nie sposób wymienić wszystkich, ale muszę wspomnieć przynajmniej o Szanownych Założycielach Bazy – Butoldzie i Rapsondku, a także o wieloletnim Nadbazowym – Wężu „Wiesławie” O. Pojawił się nawet legendarny Bogdan B. (dawniej znany jako BBJ) – postrach kursantów z czasów, których nawet ja nie pamiętam.

A potem – jak zwykle w ostatni weekend czerwca – rozpoczął się kolejny sezon. Wbrew wszelkiej logice Baza funkcjonuje coraz lepiej – od wielu lat obserwujemy coraz większą frekwencję, nie tylko stałych bywalców, ale także indywidualnych wędrownych turystów i zorganizowanych grup. Nie zamierzam tu zamieszczać szczegółowej statystyki, wspomnę tylko, że jubileuszowy sezon okazał się kolejnym rekordowym – przekroczyliśmy magiczną liczbę 300 gości! Jednocześnie na Bazie było w pewnym momencie ponad 60 osób! Mimo takiego tłumu wszystko świetnie funkcjonowało, a jedynym problemem były zapisy na trzeci kwartał w kolejce do wiadomego miejsca... Aż się boję, co będzie w przyszłym roku... W ciągu ostatnich kilku lat na Bazie zaszło sporo zmian. Nowe NS-y mają kolor, który w założeniu prawdopodobnie miał być ochronny, w rzeczywistości przypomina... nie, nie będę pisał, co przypomina – skojarzenia bywają dość osobliwe. Kto ciekaw, niech sprawdzi. Wiata, wielokrotnie remontowana, zachowała tylko (aż?...) jedną ścianę, będącą reliktem konstrukcji z 1989 roku (nota bene, stoczyłem o jej pozostawienie krwawą batalię z głównym konstruktorem, Tomkiem Z.). Najbardziej spektakularną rewolucją było zrezygnowanie z corocznego rytuału kopania dołu na śmieci i zastąpieniu go prozaicznym, pozbawionym romantyzmu, ale nader praktycznym plastikowym kontenerem, sukcesywnie opróżnianym przez firmę z Jabłonki. Kopanie dołu na śmieci od wielu lat było czynnością zarezerwowaną dla Prezesa Klubu – zatem proszę, jacy jesteśmy genialni! Przewidzieliśmy, że Prezesem wkrótce będzie kobieta...

Nowoczesność nowoczesnością, ale staramy się jednak kultywować tradycję. Podczas jednego z poważnych remontów wiaty, nie skorzystaliśmy – być może pochopnie – z oferty pobłażliwie obserwującego nasze poczynania pana Ludwika: „Ja bym wam tu taki pikny domek z pustacków postawił!...”

Pewne elementy krajobrazu Bazy są na szczęście stałe. Niezmiennie przyjeżdża na Bazę pan Janusz, nadal funkcjonuje boisko do badmintona, a pod wiatą kwitnie hazard... Niezmienne są także wschody księżyca w pełni, obserwowane z bardzo szczególnego miejsca... Niezmienna jest rywalizacja o prymat króla grzybobrania – na przełomie lipca i sierpnia z udziałem Helmutha, a pod koniec sierpnia – Beaty i Jurka... Niezmienny jest brak rywalizacji, kto zbierze najwięcej malin, w tym bowiem zakresie Żyrafa nie ma konkurentów. Również poranny wyścig do pieca (kto pierwszy rozpali?) od lat nie ma większego sensu, bo wiadomo, że wygra Marek...

Oj, trochę się zagalopowałem – przecież to, co napisałem przed chwilą, jest kompletnie niezrozumiałe dla osób, które jeszcze w Podwilku nie były... No to przyjedźcie! Skosztujcie tego specyficznego klimatu, który jednych zaraża i uzależnia, a inni nie mogą pojąć, czym się ta banda świrów zachwyca i zastanawiają się, co też można robić w takim miejscu dłużej niż kilka godzin. Mam nadzieję, że dołączycie do tych pierwszych.