czyli przygoda wokół wzgórza 1023
30.01 - 6.02.2004

 

tyt_zima.jpgZimówka narciarska - to miało być całkowicie nowe doświadczenie, przedzieranie się po krzolach w butach mieliśmy już za sobą, teraz chcieliśmy spróbować jak to jest zburaczyć na nartach. W rzeczywistości każdy z nas w głębi duszy marzył o zdobyciu tajemniczego szczytu 1023 który góruje nas Koniną. Skład zimówki był kameralny. Pojechało czterech kursantów: Monika, Sebastian, Dominik i Gosia oraz instruktor Mikołaj; towarzyszyli im przewodnicy Szymon i Piotrek oraz klubowiczka Gosia.

 

tyt.jpg11-12.XII.2004

Kurs przewodników trwa niby od wakacji, a moja pierwsza kursówka dopiero teraz, w końcu doczekałem się upragnionego wyjazdu w góry. Jedziemy sobie w Beskid Sądecki. Chodzimy po górach, bezdrożach, lasach, dziurach. Marzniemy, śpimy w namiotach, jedzenie gotujemy na ognisku. Ogólnie wspaniała zabawa.

Przejście wiosenne 2003

tyt.jpgWiosenny to był wyczes na maksa i jeszcze gites majones, a także ubaw po pachy że zrywać boki ze śmiechu. Krótko mówiąc nie ma ideału, ale jest gla... wiosenny.
Było nas dwanaścioro: dwóch kolesi w czerwonych polarach, czyli Wiesiek i Książę, dwoje waletów (Piotrek i Monika), oraz banda dzikich kursantów: Kasia Najtwardsza Kobieta na Świecie, Kuba, Piotrek, Szymon, Marek, Mieszko, Przemek i osoba dzięki której nigdy nam się nie nudziło, czyli Grześ. Ale o tym później. W międzyczasie przewinęli się jeszcze Marta i Strzelec.

pomaranczowo_mi.jpgO miejscu, czasie itd. dowiedzieliśmy się bardzo późno, a do tego byliśmy zobowiązani pozałatwiać wszystkie sprawy do końca czerwca. Prawie się udało i potem nastało 1,5 miesiąca beztroskiej ciszy i spokoju. Bomba wybuchła 14 sierpnia, kiedy na swojej skrzynce mailowej znalazłem 87 wiadomości z tytułem „letnie...”. Oznaczało to niechybnie że półprzewodniki zaczęły działać. Na szczęście nic nie udało się ustalić więc wyjechaliśmy bez przeszkód, zgodnie z planem.