DSCF7123

Wyjazd w Beskidy Śląski i Śląsko - Morawski (9-12 XI 2013)

Mkniemy przez Warszawę, wokół nas wstaje świt, czerwone niebo mocno odcina się od szarzejącej zabudowy. Zaczyna się robić co raz jaśniej, czerwień przechodzi w  morele i róż.

Wskazówki mojego zegarka nieustannie przesuwają się do przodu, niebo staje się błękitne.

Słońce odprowadza nas niczym wierny pies aż po same góry. A potem ...

Belzebub z Bukowca

Około południa zaczyna się nasza wędrówka, jest pochmurnie ale nie pada... jeszcze.

Pierwszy odcinek z Istebnej do granicy z Czechami pokonujemy idąc asfaltem.

Robimy sobie przerwę przy budynku byłego przejścia granicznego gdzie obecnie mieści się galeria „Dom Trzech Narodów". Zaraz potem już po drugiej stronie granicy zaczynam iść zielonym szlakiem biegnącym przez najbardziej wysunięty na wschód skrawek Czech.

Jak okiem sięgnąć wszędzie widać zamglone szczyty, a nad nami wiszą ciemne chmury. Zawór zostaje odkręcony i z kolosalnego natrysku zaczyna lecieć woda. Chronimy się pod wiatą na Dilku. Pan Jezus przyjmuje nas z otwartymi rękami, spokojnie popatrując z krzyża na grupę zakapturzonych wędrowców, kto wie może przypomina sobie swoje wędrówki po Galilei ...

Ruszamy dalej, pokonując grzbiet Komorovskego Grunia i kierujemy się do chaty Girova.

Po drodze deszcz nieco zelżał i miałem okazję sfotografować szczyty Beskidu Śląskiego pokryte burą zielenią i gdzieniegdzie jesienną paletą barw. Snująca się mgła nadawała im niepowtarzalny tolkienowski charakter.

Maszerujemy w szarówce, nagle dostrzegam światło, to nasze schronisko. Chata Girova przywitała nas smacznym jedzeniem i piciem oraz lekcją języka czeskiego. Aż nie chciało się wychodzić.

Idziemy dalej, jest zupełnie ciemno, mży. Mijamy skałki zwane Czarcimi Młynami.

Tej nocy mieszkający tam Boruta zacierał ręce z zadowolenia sposobiąc się do „umilenia czasu" śmiałkom usiłującym wydostać się z Jego Gór. Napuścił gęstej mgły, spuścił ze smyczy Cyklopa i rzucił swój ulubiony urok Babura z 666 strony księgi czarnoksiężnika Drapichrusta.

Na nasze szczęście czart był już stary i niedowidzący więc czar okazał się nie do końca skuteczny ale...

Musieliśmy bardzo się pilnować by podążać właściwą drogą, omijać osuwiska i nie przeoczyć chaty Studenične. W końcu trafiamy na jakieś zabudowania, może to już Studenične ?

Dolatuje nas intensywne szczekanie, a pochwali z ciemności wyłania się jednookie psisko.

Odwróciłem uwagę tylko na chwilę i to wystarczyło by Cyklop podskoczył i lekko dziabnął mnie w cholewę buta. Nieco mnie to zdenerwowało więc pogoniłem go kijkami. Czworonóg wycofał się ale wciąż krążył w pobliżu intensywnie ujadając. Podeszliśmy kawałek; jeszcze jeden duży dom. Sprawdzam go „w asyście" smakosza łydek, który znowu podchodzi bliżej. Wycofuje się pod wpływem dźwięku wydawanego przez uderzane przeze mnie kijki. Z wolna zawracam na drogę; w jednej ręce trzymając kije, a drugą trzymając na rękojeści mojego noża, cały czas mając na oku Cyklopa. Dołączam do reszty ekipy oczekującej mnie opodal w umówionym punkcie i nie niepokojeni posuwamy się dalej trafiając po około kwadrancie na schronisko. Niestety w Studeničnym nie ma miejsc, a o tzw. podłodze nie mam mowy. W tej sytuacji kierujemy się niebieskim szlakiem do Mostów u Jablunkova. Pokonujemy ostatnie dwa kilometry dzielące nas od cywilizacji, niwecząc diabelskie knowania i rychło trafiamy do hotelu Bekyd. Ciepła woda, wygodne łóżko, wieczorne piwo i jesteśmy szczęśliwi.

 

Cytaty dnia:

- Ale luksus !

- I to jest hasło naszego wyjazdu.

 

- No dobrze doceniam, że niesiesz dla mnie jabłko.

- Czarek uważaj; jabłko, Ewa już raz się to bardzo źle skończyło.

 

- O jaki fotel !; godny księcia.

- Księciunia !, w SKG nie ma miejsca dla dwóch książąt.

DSCF7059DSCF7060DSCF7069DSCF7071