tyt.jpgczyli moja pierwsza kursówka

Długi listopadowy weekend nadchodził wielkimi krokami, a wraz z nim wyjazd na pierwszą kursówkę. Ciekawość, co mnie tam spotka mieszała się z niepewnością i odrobiną strachu - ale o tym, że chcę jechać wiedziałam na pewno.

 

 

Jesień w Besidzie Wyspowym Niewielka hala dworcowa wypełniona ludźmi. Pod ścianą duża grupa młodych, żądnych wrażeń osób, każdy z plecakiem dość pokaźnych rozmiarów. Przed drzwiami inna ekipa, rzekomo SKPB, nic więcej jednak o tym niewiadomo.

 

czyli wspomnienia z przejścia zimowego w Bieszczadach 2004

tyt.jpgHu! hu! ha! Hu! hu! ha!
Nasza zima zła!

 

My raczej tego wierszyka Konopnickiej nie powtórzymy, bo dla nas zima okazała się niezwykle łaskawa. Temperatury nam sprzyjały, mróz trzymał się z dala, a jedyne, co naprawdę nam dokuczało, to wszechobecna wilgoć i jezioro w butach. Ci, co nie lubią wody, na pewno nie bawili się dobrze, bo pływało dosłownie wszystko. Pływał też nasz namiot, który pewnej nocy nie został domknięty. Inni też walczyli z tym żywiołem. Mokry był śnieg, mokry deszcz, mokre kurtki, spodnie, buty. Ale humory nam dopisywały - w końcu kompania była w dechę!

czyli przygoda wokół wzgórza 1023
30.01 - 6.02.2004

 

tyt_zima.jpgZimówka narciarska - to miało być całkowicie nowe doświadczenie, przedzieranie się po krzolach w butach mieliśmy już za sobą, teraz chcieliśmy spróbować jak to jest zburaczyć na nartach. W rzeczywistości każdy z nas w głębi duszy marzył o zdobyciu tajemniczego szczytu 1023 który góruje nas Koniną. Skład zimówki był kameralny. Pojechało czterech kursantów: Monika, Sebastian, Dominik i Gosia oraz instruktor Mikołaj; towarzyszyli im przewodnicy Szymon i Piotrek oraz klubowiczka Gosia.

 

tyt.jpg11-12.XII.2004

Kurs przewodników trwa niby od wakacji, a moja pierwsza kursówka dopiero teraz, w końcu doczekałem się upragnionego wyjazdu w góry. Jedziemy sobie w Beskid Sądecki. Chodzimy po górach, bezdrożach, lasach, dziurach. Marzniemy, śpimy w namiotach, jedzenie gotujemy na ognisku. Ogólnie wspaniała zabawa.