Przejście wiosenne 2003

tyt.jpgWiosenny to był wyczes na maksa i jeszcze gites majones, a także ubaw po pachy że zrywać boki ze śmiechu. Krótko mówiąc nie ma ideału, ale jest gla... wiosenny.
Było nas dwanaścioro: dwóch kolesi w czerwonych polarach, czyli Wiesiek i Książę, dwoje waletów (Piotrek i Monika), oraz banda dzikich kursantów: Kasia Najtwardsza Kobieta na Świecie, Kuba, Piotrek, Szymon, Marek, Mieszko, Przemek i osoba dzięki której nigdy nam się nie nudziło, czyli Grześ. Ale o tym później. W międzyczasie przewinęli się jeszcze Marta i Strzelec.

pomaranczowo_mi.jpgO miejscu, czasie itd. dowiedzieliśmy się bardzo późno, a do tego byliśmy zobowiązani pozałatwiać wszystkie sprawy do końca czerwca. Prawie się udało i potem nastało 1,5 miesiąca beztroskiej ciszy i spokoju. Bomba wybuchła 14 sierpnia, kiedy na swojej skrzynce mailowej znalazłem 87 wiadomości z tytułem „letnie...”. Oznaczało to niechybnie że półprzewodniki zaczęły działać. Na szczęście nic nie udało się ustalić więc wyjechaliśmy bez przeszkód, zgodnie z planem.

- Dokąd? Do Afryki? Nie boisz się?
Tak właśnie reagowała większość ludzi, którym mówiłam o swoich planach wyjazdowych.

Plany snuliśmy od dawna, bo już od paru lat. Termin wyjazdu przesuwał się trzykrotnie, ludzie w międzyczasie rezygnowali, z różnych przyczyn finansowych, urlopowych, zdrowotnych, ale wreszcie się udało. 28 sierpnia 2002 roku w dziesięcioosobowej grupie wyruszyliśmy do Afryki, a konkretnie do Kenii, Tanzanii i Ugandy.
1.jpg

Podczas dwóch wypraw Jedwabnym Szlakiem dotarliśmy do Iranu (2002) i Uzbekistanu (2001). Podziwialiśmy wspaniałe zabytki Samarkandy, Buchary i Chiwy. Poczuliśmy "oddech pustyni" i zapach korzennych przypraw. Wsłuchiwaliśmy się w wołania Muezinów, którzy wzywali wiernych na modlitwę. Zobaczyliśmy Isfahan, Kerman, Sziraz, Jezd i Bam. Spośród setek zdjęć, mnóstwa zapisków z podróży, wielkiej ilości przygód, wybraliśmy te, które naszym zdaniem najlepiej obrazują atmosferę tych terenów.

Położenie poszczególnych miast przedstawia poniższa mapka:

mapa.jpg

dsc04408.jpg14.08.2008. Warszawa, godzina 21.30

Od jakiegoś kwadransa gorączkowo miotałam się po domu w poszukiwaniu spodni. Jakichkolwiek spodni. Wszystko przez to, że na liście rzeczy do zabrania jak wół stało: „Spodnie nieprzemakalne albo jakieś inne." Na mojej dopisałam sobie radośnie, że „ważne, żeby jakieś były :)". A teraz miałam za swoje ... Niestety, spodnie przygotowane na wyjazd zdematerializowały się w przepastnej szafie, pozostałe zaś przed chwilą osobiście wyjęłam z pralki. Czyściutkie, lecz mokre. Spokojne odczynienie uroku, splunięcie przez lewe ramię, krótkie westchnienie do Św.Antoniego i przejrzenie wieszaka po wieszaku poskutkowało - spodnie się odnalazły, prawdopodobnie w tym samym miejscu, w którym zostały schowane (prawdopodobnie, bo nie wykluczam istnienia czarnych dziur i innych tajemniczych miejsc w mojej szafie).