01m.jpg
02m.jpg
03m.jpg
04m.jpg
05m.jpg
06m.jpg
07m.jpg
08m.jpg
09m.jpg
10m.jpg
11m.jpg
12m.jpg
Mecz siatkówki
Zdjęcia z ostatnich wyjazdów
Piłka plażowa
Impreza się rozpoczyna
Młode klubowiczki
Piotrek i Kasia
Zadowolony Prezes
Chwila przed ślubowaniem
Michał Kalisz
Maciek Nałęcz
Monika Kacprzak
Prezes na kolanach
Wymiana wrażeń
Piotrek i Kasia
Tańce i hulanki

fot. Marcin Szymczak Z pamiętnika podróżnika - Syberia

Wieczorem, gdy za oknem plucha i deszcz uderza w szyby, a w sercu czuć pustkę po tym co już minęło, jedyną radością są wspomnienia z wakacyjnych podróży i wypraw. Wspomnienia mające swój koloryt w niezliczonych ilościach slajdów i zdjęć, w myślach, które wypełniają najgłębsze zakamarki naszego umysłu. Jesteśmy bogatsi o te widoki, rozmowy z przygodnie spotkanymi ludźmi, zapachy dzikich kwiatów i ziół, obrazy odległych terenów i kultur. Z drugiego końca świata przywozimy liczne pamiątki, te kosztowne, ręcznie haftowane i te najpiękniejsze, bo ważne tylko dla nas - zwykłe rzeczy. Potem, po wielu latach zakurzone, znalezione na dnie starej szafy, znów zaczynają żyć, odradzają się w naszej pamięci. To uskrzydla i daje pomysły na przyszłość. Niekiedy jest jednak bardzo trudno odtworzyć obraz wydarzeń. Zdjęcia, nagrane rozmowy z nowo poznanymi ludźmi, czy zwykła limbowa szyszka czasem nie wystarczą. Sięgamy wtedy po zniszczony zębem czasu, oprawiony w miękką skórę dziennik z podróży. Znów jesteśmy na drugim końcu świata, choćby na Syberii.

foto6s.gif Pięć długich tygodni

To był chyba najliczniejszy wyjazd w moim życiu. Z każdym spotkaniem u Zygi i Ewy grupa się powiększała, 16 osób, 18, w końcu 22. Wyzwanie logistyczne - określił to Robert. Nie miałem jednak prawa narzekać, sam w końcu dołączyłem dosyć późno. Trzon wyprawy stanowiło przejście letnie 1996, a do tego różni "krewni i znajomi Królika". Mijały tygodnie, w trakcie których "każdy gadał o czym innym", termin wyjazdu się zbliżał, Robert, nasz kierownik, wyjechał na Mazury, a tu bilety nie załatwione. Mądrzyłem się, więc padło na mnie. Jadę z Tomkiem i Maćkiem do Brześcia kupić bilety. Udaje się bez większych problemów. Nie trzeba udawać autochtonów, ani przepłacać u dworcowej mafii, tylko pani w kasie groźnie marszczy brew i żąda... 24 paszportów (miały jechać z nami pociągiem jeszcze dwie dziewczyny). Obeszło się na szczęście bez tego. Kupujemy 10 biletów kupiejnych i 14 płackartnych. Wagon kupiejny ma przedziały sypialne, a płackartny to sypialny, ale bez przedziałów, żeby można się było bratać.