Po Beskidach bez instruktora

Jako historyk doskonale wiem, jak ułomna jest ludzka pamięć. Dlatego zadanie, do któregoWidok na Tarnicę (1346 m) zostałem namówiony, jest tyleż potrzebne, co niebezpieczne. Potrzebne, by uchronić od zapomnienia mało znany szczegół w historii szkoleń SKG, niebezpieczne, bo minęło już 7 lat od tej zimówki. Być może pozostali jej uczestnicy zapamiętali inne wydarzenia, być może ja sam coś przekręcę... W każdym razie jak średniowieczny skryba proszę o wyrozumiałość, bo nie piszę dla próżnej i czczej chwały, ale ku pamięci.

Poranna pogadanka instruktora Jakiś czas temu na jednym ze śmietników w centrum Warszawy jeden z klubowiczów, znalazł teczki z materiałami naszego Klubu z podpisem: "TAJNE. TYLKO DO UŻYTKU WEWNETRZNEGO". Poniżej drukujemy dokument z owej teczki, nie podając ani ich autora (inicjały: SBB), ani źródła, z którego pochodzą (inicjały źródła: KSG SKG). Sądzimy, że nasi czytelnicy domyślą się sami. Oryginał nosił tytuł: Poufne sprawozdanie z kursówki.

 

Panoramka TAJNE/POUFNE

Jak wiele osób zauważyło, wielu instruktorów SKG podczas licznych postojów wyciąga notesiki i coś w nich skrobie. Często zastanawialiśmy się, co też mogą oni tam wypisywać Dziwnym trafem wpadł w nasze ręce jeden z tajemnych zeszycików, podpisany inicjałami M.N. Oto, co w nim znaleźliśmy

Cerkiew w Suczewicy (fot. Paweł Kucharski) czyli garść wspomnień z letniego przejścia.


Pamiętam, że długo zastanawiałem się czy pojechać na przejście letnie. W perspektywie minionego lata miałem dwa wyjazdy jeden do Rumunii i drugi w Ałtaj, a ponadto kończyłem pisać pracę magisterską. Gdy już wiedziałem, że jednak istnieje szansa na zrealizowanie wszystkich planów postanowiłem pojechać.

 

Rozpocznij oglądanie zdjęć Nadeszła. magiczna, a zarazem przerażająca data - 27 kwietnia 2001 r. Sparaliżowana strachem, trzęsącymi rękoma wkładałam do plecaka ciepły sweter, ortalionowe spodnie i wełniane skarpetki. W końcu z pogodą to nie przelewki. Wielkanoc była śnieżna, kto zatem zagwarantuje, że pierwsze dni maja będą ciepłe. Czarny kot przebiegający mi drogę oznaczał, by nie wierzyć pogodynkom. Dlatego zepchnęłam w mroki nieświadomości słońce i temperaturę +26oC. Jeszcze wrzuciłam coś do jedzenia i trzymając się kurczowo tatusinego rękawa wsiadłam do samochodu.