Grupa na Turbaczu Myśli przejściowe spisane przez waletkę

Grupa o prowadzącym:
- Nie pokazujcie jemu mapy, bo się załamie!

Kursant:
- Nie mogę się śmiać, bo zajady mi się robią.

 

Przejście letnie 2003

a1Jak co roku, tak i tym razem, w okolicach końca roku szkolnego góry ogarnął niepokój: gdzie to oni znów pojadą? Które z nas uraczą swoją obecnością? Kogo przełoją, a kogo zostawią w spokoju? Wreszcie przez wierchy poszła wieść: Czarnohora, Świdowiec i Gorgany! Niektórzy odetchnęli z ulgą, nieszczęśnicy liczyli na łagodny wymiar kary. Przejście letnie XXII Kursu Studenckiego Klubu Górskiego wystartowało.

 

Ognisko Zdanie to powtarzałem każdemu, kto chciał słuchać, przez cały poprzedni rok akademicki. Niektórzy, jak na przykład moja dziewczyna, mieli tego już po dziurki w nosie, ale co ja poradzę, że tak mi się podobało. Właśnie dlatego postanowiłem napisać ten tekst i przekazać innym, dlaczego pierwsze zdanie jest prawdziwe. Więc uwaga! Będę teraz trochę przynudzał, bo przez ten rok dużo się wydarzyło, oj dużo...

mctokarska1Mój pierwszy raz w górach - mam cztery lata i spędzam z rodzicami pierwsze górskie wakacje: w Porąbce w Beskidzie Małym. Góry akurat dopasowane do mojej ówczesnej skali. Odtąd będę tam jeździć co roku, aż w liceum odkryję Bieszczady, Babią Górę i inne uroki południowej Polski. Aż wreszcie, na 3 roku studiów, trafię do SKG.

W Klubie jestem zatem od 1998 roku. Jak się tu znalazłam, po co i dlaczego? Czytelnicy starych Biuletynów może pamiętają mój tekst pt.: „Ambitna i romantyczna". Dziś wydaje mi się trochę egzaltowany, ale jego główny przekaz pozostaje w mocy: przyszłam do Klubu, żeby skończyć kurs przewodnicki i stać się „dziewczyną w czerwonym polarze".

Początki były trudne. Kurs wspominam do dziś jako chyba najintensywniejsze w moim życiu doświadczenie formujące i socjalizujące:). Była to potężna dawka wszelkich możliwych pierwszych razów, a wszystkiemu towarzyszyła nieustająca trauma. Krzaki, buraki, jary, drogi bez szlaku. Wiadra z obiadem, prowadzenie na jakąś przełęcz (a co to do cholery jest przełęcz?!), namioty w śniegu, dziurawe bacówki, niesforne ogniska. Że nie wspomnę o zmaganiach z kultową mapą PPWK „Beskid Niski i Pogórze" w skali 1:125000. Miała tę zaletę, że nie widać na niej jarów, i tę wadę, że w ogóle nic na niej nie widać... dzisiejsi kursanci mają jednak za dobrze z tymi pięćdziesiątkami! Pod czułym okiem moich instruktorów (a byli nimi Paweł Staniszewski, Rafał Kasztelanic i Marcin Szymczak) i w doborowym towarzystwie współkursantów udało mi się przebrnąć przez kolejne etapy szkolenia: straszliwą zimówkę w kilowym śpiworze, niesamowite wiosenne, i letnie w Gorganach. No i już zostałam.

Niespożyta (przynajmniej na początku) energia pchała mnie po kolei do wszystkich możliwych ciał decyzyjnych - począwszy od Kierownictwa Kursu, poprzez dłuższy epizod w Zarządzie pod wodzą Zygi, Redakcję Biuletynu (pod tą samą wodzą), a nawet Komisję Rewizyjną... Na KS, której mam zaszczyt (z przerwami) od paru lat dowodzić, mam zamiar poprzestać:).

Byłam z Klubem na niezliczonych wyjazdach, kursowych i „cywilnych". Zobaczyłam wiele pięknych miejsc, a dzięki klubowym naukom te podróże miały jakieś ręce i nogi. Przeżyłam magiczne chwile, dużo się nauczyłam, o górach i o życiu.

Najważniejsze - poznałam bardzo, bardzo ważnych w moim życiu ludzi. Przyjaciół, którzy są ze mną już tyle lat. Towarzyszy górskich wędrówek i najlepszych kumpli, z którymi można się bawić do rana, śpiewać, tańczyć, grać w siatkówkę, poważnie rozmawiać, coś razem robić dla innych.

Klub jest dla mnie enklawą wolności, normalności, życzliwości. Miejscem, gdzie czuję się u siebie. Nieustającą i samonakręcającą się pasją. To już ponad 1/3 mojego życia. Nie umiem sobie już wyobrazić, jak ono by bez Klubu wyglądało, ani kim byłabym, gdybym tu kiedyś nie trafiła.

Moje ukochane góry to sercu bliski Beskid Niski. Mogę w nie jeździć bez końca. Z każdym ich zakątkiem wiążą się wspomnienia z kursówek i przejść. Klimatu BN szukałam bezskutecznie w Masywie Centralnym i na rumuńskiej Bukowinie, ale oryginał jest bezkonkurencyjny. Ciekawe, że do BN przekonałam się dopiero na kursie. Wcześniej schodziłam (po szlakach!) całe polskie Beskidy, ale fragment między Komańczą i Leluchowem zapamiętałam jako gorący i wilgotny odmęt parzącego zielska, skłębionej tarniny, błota i much. Za to na wyjazdach z SKG okazało się, że Niski w śniegu jest duuużo fajniejszy. Stąd mój niesłabnący zapał do zimówek:).

Drugie magiczne miejsce to Podwilk sam w dolinie - czyli Baza i ludzie z nią związani. W sierpniu 2 tygodnie w Podwilku należą się jak psu miska, jak woda i tlen. Plus obowiązkowo rozkładanie i składanie Bazy. Na to czekam cały rok.

I trzeci ważny skrawek świata to Gorgany. Moje pierwsze prawdziwe góry. W 2008 roku na letnim XXVII kursu odwiedziłam je po latach. Dalej są tak samo piękne, zagadkowe i wymagające.

Co lubię w górach? Góry i to, czego od nas wymagają, czyli wysiłek i pokorę. Lubię się zmęczyć, sponiewierać, łazić ileś tam godzin z ciężkim worem, w śniegu, błocie, krzaku. Dlatego oprócz zimówek cenię sobie wiosenne. Lubię bezludne zakątki, im większy krzol tym lepiej. Lubię zagadki topograficzne, pokręcone grzbieciki, pozornie nieodnajdywalne przełęcze, zdradzieckie jary. Lubię samotność w górach, w listopadzie i w lutym, kiedy oprócz kursu nikogo tam nie ma. Lubię to, że w górach redukujemy się do komunikatów: zimno/gorąco, spać, jeść, „pić! - nie ma..." Lubię patrzeć na światełka wsi w dolince, kiedy my wchodzimy do ciemnego lasu, gdzieś na przełączce rozstawiamy namioty, żeby stworzyć z niczego nasz własny mały kosmos, oswoić kawałek gór. Lubię zadziorne fragmenty Beskidu Niskiego, kiedy łagodnym podejściem niespodziewanie wychodzimy na wąski grzbiet, znikąd pojawia się wiatr, nad głowami mamy gwiazdy, a pod nogami kamienie.

Największą frajdę dają mi wyjazdy kursowe, bo są intensywne, uporządkowane, pełne niezwykłych emocji. Lubię uczyć ludzi tego, co sama umiem i patrzeć, jak coraz lepiej sobie radzą, jak rozkminiają skomplikowany temat „mapa, grupa, kompas". Dlatego tak bardzo chciałam być instruktorem i dlatego ciągle mnie to bawi.

Czasem lubię po prostu ładny widoczek, łąkę, leżenie do góry brzuchem na słoneczku, lenistwo w Łopience. Piękne cerkiewki, „krzyże w kępie drzew"; mądrości Rewasza, które jakoś przez osmozę w końcu wchodzą do głowy. Za serce chwytają mnie opuszczone dolinki Niskiego, przydrożne figurki, zarośnięte ogrody i owocowe drzewa w środku lasu.

Jeżdżę w góry, żeby poczuć, że żyję. Po energię, oddech i tę specjalną bliskość, jaka rodzi się między ludźmi tylko tam.

 

 

W projekt "Studencki Klub Górski" aktualnie zaangażowani są:

 

MBorkowska Magda Borkowska

BruzdaMarcin1 Marcin Bruzda

CyryngerKmini Katarzyna Cyrynger

Czarnecka Magda Czarnecka

mgrabowska min Małgorzata Grabowska

mszuba min   Maciej Hammer

Grzesiek_Kaczmarek Grzegorz Kaczmarek

pkucharski Paweł Kucharski

Lipinska_Kasia_2008-11-09 Katarzyna Lipińska

pmarciniak Paweł Marciniak

aniewczas Agnieszka Niewczas

PlutaMichal Michał Pluta

msidorowicz Mirosław Sidorowicz

jswiecicka min Józefina Święcicka

wangrat Michał Wangrat

tweksej Tomek Weksej

maluch1 small Magda Wierzbicka

mzarzycki Marcin Zarzycki

 

Piotr Adamiak

Stefania Ambroziak

Paweł Benben

Michał Bekey

Karol Bijoś

Magda Bojarska

Grzegorz Bokota

Katarzyna Brama

Joanna Bronka

Mikołaj Brzeziński

Beata Charycka

Grażyna Chlebicka

Adam Cieślik

Robert Ciszek

Kinga Dopierała

Maciej Egermeier

Paweł Górecki

Ewa Janczarek

Grzegorz Jastrzębski

Łazarz Kapaon

Rafał Kapuściński

Anna Karczyńska

Gabriela Klimowicz

Paulina Kocot

Aleksandra Kołodziejczyk

Agata Korzeniewska

Joanna Krzyżanowska

Gosia Kuczera

Sylwia Luchcińska

Adam Luchciński

Krzysiek Matysiak

Olga Nowaczyńska

Paweł Nowakowski

Jędrzej Ochremiak

Damian Odo

Monika Ołów

Marek Paleski

Kaja Rafińska

Ewelina Różańska

Marta Rutkowska

Maria Sarnacka

Łukasz Sarnacki

Marta Sikora

Michał Stachura

Ola Stańczuk

Gosia Staroń

Maja Stelmach

Michał Strzelczyk

Zofia Szymańska

Maciek Warchałowski

Maciek Weksej

Weronika Witczak

Jędrek Witkowski

Joanna Wołosz

Tomasz Wolszczak

Anna Zielińska