Drukuj

Rozpocznij oglądanie zdjęć Każdy, kto był w Bieszczadach, spędził kilka godzin w Zagórzu oczekując na przesiadkę. Na pierwszy rzut oka nie ma tam zbyt wiele atrakcji, tak więc wszyscy spędzają czas na niezbyt ciekawej stacji PKP i w okolicznych knajpkach lub nad brzegiem Osławy. O ruinach klasztoru wiedziałem już od pewnego czasu ale dopiero w lipcu ubiegłego roku udało mi się do nich dotrzeć.

Na krańcach Zagórza (ok. 2-3 km od centrum) wznosi się wysokie urwiste wzgórze, oblane z trzech stron rzeką Osławą. Znajdują się na nim ruiny klasztoru Karmelitów Bosych stanowiące największą atrakcję Zagórza.

Plan Zagórza, opr. Wiesław Kaczmarczyk

Fundatorem klasztoru był Jan Franciszek Stadnicki herbu Sreniawa, od 1697 roku wojewoda wołyński. Zapisał on karmelitom stały fundusz na utrzymanie w szpitalu klasztornym 12 żołnierzy-inwalidów. Pierwszymi pensjonariuszami tego szpitala byli uczestnicy bitwy pod Wiedniem w 1683 roku. Prace budowlane rozpoczęto około 1700 r. zaś w 1714 r. budowa domu zakonnego była już tak zaawansowana, że mogło w nim mieszkać kilku zakonników. W tym również roku nastąpiła uroczysta introdukcja Karmelitów Bosych do nowej siedziby. Ostatecznie kościół i klasztor ukończono przed 1733 rokiem. W klasztorze mieszkało około 20 zakonników, prowadzili oni gospodarstwo rolne, sad i ogród warzywny.

Z racji położenia klasztor mógł pełnić funkcję twierdzy, toteż starosta Piotr Stadnicki otoczył go murami, a jego następca, wojewoda wołyński Adam Stadnicki, osadził w klasztorze wojskową załogę.

Plan klasztoru, opr. Wiesław Kaczmarczyk

Na obszarze 2 ha stanęły imponujące obiekty klasztorne, sakralne i świeckie, na dziedzińcu wykopano kilkunastometrowej głębokości studnię. Cały kompleks otaczały potężne mury forteczne z piaskowca wydobytego z koryta Osławy. W centrum strzelały w górę wieże barokowe kościoła. Unikalnym akcentem architektury tego obiektu była ośmioboczna nawa główna, przykryta płaską kopułą. Inna osobliwość, to umieszczenie ambony po prawej, zamiast - jak każe tradycja po lewej stronie nawy. Wynikało to z tego, że podczas budowy osunęła się z zachodniej strony część wzgórza i wejściową fasadę świątyni trzeba było dobudować od wschodu do pierwotnego prezbiterium, przez co orientacja świątyni zmieniła się na przeciwną.

Niejasne są okoliczności, w których doszło do zniszczenia klasztoru. Jedna z teorii jest związana z powstałym pod koniec XVIII wieku domem dla gości, wykorzystywanym jako dom rekolekcyjny. Przyjeżdżali tam dla odprawienia pokuty i pobożnych rozmyślań możni panowie z całej diecezji. Ci nie zawsze skruszeni grzesznicy wpłynęli na rozluźnienie surowej reguły klasztoru. Być może z tego powodu nastąpił upadek klasztoru, wizytacje prowadzone przez władze zwierzchnie donoszą o zastraszającym zaniku reguły, o złej gospodarce, chylących się ku ziemi nie remontowanych budynkach. Próby zaostrzenia dyscypliny, liczne kary nakładane na zakonników, wymiany z innymi klasztorami, nie dają pomyślnych rezultatów. 16 czerwca 1822 roku wybuchł pożar, próby gaszenia się nie powiodły i klasztor spłonął. Zabudowania klasztorne i kościół nie były całkowicie spalone, wymagały jednak natychmiastowego ratunku. Brakło na ten cel środków, toteż wkrótce obiekty zmieniły się w ruiny, a siedziba Karmelitów Bosych w Zagórzu została zlikwidowana.

Inna teoria mówi o tym, że klasztor na początku XIX w. stał się ogniskiem myśli niepodległościowej i niepokoił władze austriackie. Pożar rozwiązał ten problem - przerwał działalność spiskową. Władze wykorzystały fakt, że zabudowania nie zostały odbudowane i w dziewięć lat po pożarze klasztor uległ kasacie. Pewne jest tylko nazwisko sprawcy. Był nim o. Jan Włodzimierski, który w czasie kłótni z przeorem podpalił klasztor. Włodzimierskiego przetransportowano do więzienia we Lwowie, po jakimś czasie znalazł się w domu poprawczym dla zakonników w Przeworsku. Do dziś zachowały się fragmenty północno-zachodnie muru obronnego z bramą, główne ściany kościoła i fragmenty sklepień. Dobrze są widoczne namalowane na ścianach kościoła ołtarze z połowy XVIII w. (tzw. ołtarze iluzjonistyczne). Z przylegającego do kościoła wiryndarza zachowały się mury do wysokości drugiej kondygnacji, natomiast z fosterii, budynku dla gości, zachowały się jedynie zewnętrzne ściany. Ze znajdujących się obok zabudowań gospodarczych zachowały się fragmenty wozowni. Najmniej pozostało z szpitala dla weteranów - resztki ściany pólnocno-zachodniej.

Z klasztorem zagórskim związane jest kilka legend. Według podań klasztor podpalił ówczesny przeor zakonu, dawny żołnierz napoleoński Grzegorz Nieczuja. Bolał on bardzo nad upadkiem obyczajów i gromił zakonników za zbyt swobodne życie. Zdesperowany rzucił płonącą pochodnię do klasztornego spichlerza i sam zginął w płomieniach. Można też pośród ruin spotkać widmo wysokiego mnicha w brunatnym habicie. Widziano go klęczącego w ruinach kościoła lub przechadzającego się po dawnym dziedzińcu. Czasem trzyma w ręku zapaloną pochodnię, kiedy indziej ręce ma spętane łańcuchem.

 


fot. Wiesław Kaczmarczyk
Widok na klasztor i mur obronny od północnego - zachodu

fot. Wiesław Kaczmarczyk
Brama wjazdowa od północnego - zachodu

fot. Wiesław Kaczmarczyk
Fasada kościoła z 1733 r.

fot. Wiesław Kaczmarczyk
Widok nawy głównej w stronę ołtarza

fot. Wiesław Kaczmarczyk
Widok nawy głównej w stronę drzwi wejściowych
fot. Wiesław Kaczmarczyk
Pozostałości po jednym z ołtarzy bocznych

fot. Wiesław Kaczmarczyk
Ruiny wirydarza

fot. Wiesław Kaczmarczyk
Ruiny baszty

fot. Wiesław Kaczmarczyk
Ruiny szpitala