tyt1Dni od powrotu z wakacji mijają bardzo szybko. Bardzo się boję, że zapomnę, że czas zatrze ulotne wspomnienia, zamgli emocje, przyniesie nowe sprawy, które sprawią, że tamte staną się tylko zbiorem nieostrych obrazków z przeszłości. W ciągu tych kilku tygodni tak wiele osób, imion, uśmiechów, tak wiele wzruszeń, myśli skłaniających do refleksji, do zadumania się nad sobą, nad światem, nad tym co mogę zmienić i nad tym na co wpływu nie mam i prawdopodobnie nigdy nie będę miała. Notuję, robię zdjęcia, wsłuchuję się w dźwięki, wdycham zapachy przypraw, kawałków drewna... Chcę przeżyć każdą chwilę jak najgłębiej.

Nasza podróż rozpoczęła się nad ranem w Przemyślu, gdzie wysiedliśmy (my, czyli Damian i Ja-cek) po całej nocy spędzonej w zatłoczonych i dusznych pociągach. Był piękny dzień, co dawało nadzieję na wspaniałą przygodę w czasie tego długiego dziewięciodniowego weekendu majowego. Widząc niemały tłumek innych współpasażerów, wyglądających na takich, co mogliby się wybierać w kierunku Lwowa, a może nawet Krymu, uznaliśmy, że czas działać. Wyścig po bilety kolejowe relacji Lwów-Symferopol wystartował!

Moje przeżycia związane z pobytem w Kijowie są dość nietypowe w porównaniu z innymi podróżami, wyjazdami, wyprawami itd. Nietypowe są okoliczności i nowa sytuacja, w której się znalazłam. Dość nieoczekiwanie (faktem pewnym stało się to na trzy dni przed godziną zero) pojechałam bowiem na pierwszy w życiu wyjazd z pilotem. Mało tego, tym pilotem nie był nikt inny tylko ja sama a grupa, która wg moich spodziewanych (podręcznikowych) orientacji miała liczyć 30-40 osób, zamknęła się dopiero w liczbie 127.

Dość siedzenia w mieście!
Jedziemy w Bieszczady! Długi weekend
się zbliża, trzeba to wykorzystać!

tyt.jpgMniej więcej tak wyglądała moja rozmowa z Kasią przed weekendem 11-14 listopada. Co ciekawe, nie zabrakło chętnych na wyjazd (kto by pomyślał?). Zebrało się nas dziewięcioro: Kasia ze swoją drugą połową Marcinem i jego dwiema koleżankami: Zuzą i Kamilą, Afryka, Bogusia, Zyga, Tomek i ja. Jako, że ekipa dobrze zgrana i sprawdzona w niezwykle ciężkich warunkach, zapowiadała się niezła zabawa. Pociągiem jechaliśmy razem z pierwszym i trzecim semestrem kursu, zatem SKG miało w pociągu do Zagórza bardzo dużą reprezentację. Z resztą dało się to zauważyć.

tyt.jpgTo był krótki wyjazd, wszystkiego trzy tygodnie w lipcu 1998 roku. Po odliczeniu dojazdów pociągami zostawały równo dwa tygodnie na działalność górską. Właściwie w sam raz: tydzień na rozgrzewkę i tydzień na Elbrus. Zebraliśmy się w osiem osób: dwóch Bartków, Tomek, Radek, Marek, Paweł z (przyszłą żoną) Martą, Aśka i ja.