fot. Marcin Szymczak Z pamiętnika podróżnika - Syberia

Wieczorem, gdy za oknem plucha i deszcz uderza w szyby, a w sercu czuć pustkę po tym co już minęło, jedyną radością są wspomnienia z wakacyjnych podróży i wypraw. Wspomnienia mające swój koloryt w niezliczonych ilościach slajdów i zdjęć, w myślach, które wypełniają najgłębsze zakamarki naszego umysłu. Jesteśmy bogatsi o te widoki, rozmowy z przygodnie spotkanymi ludźmi, zapachy dzikich kwiatów i ziół, obrazy odległych terenów i kultur. Z drugiego końca świata przywozimy liczne pamiątki, te kosztowne, ręcznie haftowane i te najpiękniejsze, bo ważne tylko dla nas - zwykłe rzeczy. Potem, po wielu latach zakurzone, znalezione na dnie starej szafy, znów zaczynają żyć, odradzają się w naszej pamięci. To uskrzydla i daje pomysły na przyszłość. Niekiedy jest jednak bardzo trudno odtworzyć obraz wydarzeń. Zdjęcia, nagrane rozmowy z nowo poznanymi ludźmi, czy zwykła limbowa szyszka czasem nie wystarczą. Sięgamy wtedy po zniszczony zębem czasu, oprawiony w miękką skórę dziennik z podróży. Znów jesteśmy na drugim końcu świata, choćby na Syberii.

foto6s.gif Pięć długich tygodni

To był chyba najliczniejszy wyjazd w moim życiu. Z każdym spotkaniem u Zygi i Ewy grupa się powiększała, 16 osób, 18, w końcu 22. Wyzwanie logistyczne - określił to Robert. Nie miałem jednak prawa narzekać, sam w końcu dołączyłem dosyć późno. Trzon wyprawy stanowiło przejście letnie 1996, a do tego różni "krewni i znajomi Królika". Mijały tygodnie, w trakcie których "każdy gadał o czym innym", termin wyjazdu się zbliżał, Robert, nasz kierownik, wyjechał na Mazury, a tu bilety nie załatwione. Mądrzyłem się, więc padło na mnie. Jadę z Tomkiem i Maćkiem do Brześcia kupić bilety. Udaje się bez większych problemów. Nie trzeba udawać autochtonów, ani przepłacać u dworcowej mafii, tylko pani w kasie groźnie marszczy brew i żąda... 24 paszportów (miały jechać z nami pociągiem jeszcze dwie dziewczyny). Obeszło się na szczęście bez tego. Kupujemy 10 biletów kupiejnych i 14 płackartnych. Wagon kupiejny ma przedziały sypialne, a płackartny to sypialny, ale bez przedziałów, żeby można się było bratać.

Birma - a raczej Myanmar, jak obecnie brzmi nazwa tego kraju - to niezwykłe i intrygujące miejsce. Przez wiele lat niedostępna, zamknięta dla zagranicznych gości. Nawet teraz wojskowa władza ogranicza swobodny dostęp do niektórych rejonów. Ale może właśnie ta wieloletnia izolacja uchroniła Birmę od wpływu zachodniej cywilizacji. Pozostaje ona jednym z niewielu zakątków świata, gdzie w stolicy nawet poważni urzędnicy chodzą do pracy w tradycyjnych sarongach - rodzaj u spódnicy upiętej z płata tkaniny w barwne pasy lub kratę. Kobiety zaś pokazują się na ulicach z twarzą umalowaną na żółto - to typowy makijaż z tamki.