Rocznik '82, wieloletni student Uniwersytetu Warszawskiego (absolwent Wydziału Zarządzania, student Gospodarki Przestrzennej), Przewodnik SKG. Podobno mam trzy osobowości, a osobowość dominująca jest z natury leniwa i interesuje się koleją. Nie mam rodzinnych „obciążeń" górskich, swoją przygodę ze strukturami niepłaskimi zacząłem w wieku 7 lat w czasie pierwszych, rodzinnych wakacji w Zakopanem. Nasza ówczesna działalność górska nie była może imponująca, ale na owe czasy mieliśmy poczucie wielkości dokonań. Ponadto zobaczyłem wtedy to, co dzisiaj wydaje się mrzonką: w Tatrach nie było wtedy jeszcze ludzi. Najważniejsze jednak, że wszyscy połknęliśmy wówczas kolektywnie bakcyla i w góry jeździliśmy regularnie. Do Klubu trafiłem jednak dużo później; przez wiele lat słyszałem o istnieniu SKG, ale tego typu organizacje kojarzyły mi się przede wszystkim ze skostniałymi reliktami socjalizmu. Wreszcie jednak nastał ten moment, kiedy postanowiłem przyjrzeć się temu tworowi z bliska. Mnie, pragmatyka, skusiła przede wszystkim możliwość zaliczenia zajęć z wf. Perspektywa kolejnego semestru spędzonego na durnym pykaniu piłeczką na sali by tylko dostać zalkę do indeksu nie rajcowała mnie ani trochę, nie mogłem więc przepuścić możliwości osiągnięcia tego samego uczestnicząc w Kursie Przewodników Beskidzkich. Z pierwszego spotkania informacyjnego wyszedłem zachwycony i przerażony zarazem. Wszystko fajnie, te wyjazdy, wyprawy, szkoda tylko że nie dam rady. No ale USOS klepnięty, odwrotu nie ma, trzeba spróbować. Szybko się zorientowałem, że moje uprzedzenia były bezpodstawne i od pierwszej kursówki dałem się porwać pasji. I było warto- wiele się nauczyłem, zarówno jeśli chodzi o umiejętności, jak i o samym sobie. Już po roku założyłem czerwony polar z blachą i zostałem Prezesem.
W Klubie szczególnie pociąga mnie przewodnictwo, prowadzenie ludzi w góry, i nie tyle pokazywanie im ich piękna, co wspólne jego odkrywanie. Bo ile razy by się nie było w tych samych miejscach, za każdym razem może być inaczej i pięknie. I choć są miejsca, do których wracam jeszcze chętniej niż w inne (np. pewna polanka w Paśmie Jaworzyny czy Małe Pieniny po sezonie), to staram się raczej jeździć w nowe miejsca, w końcu świat jest dosyć rozległy. Niezaprzeczalną wartością w Klubie są oczywiście ludzie- zawsze jest z kim pochodzić. Zresztą Klub to nie tylko wyjazdy- czasami się obawiam, że jest zdolny absorbować każdą ilość wolnego czasu.
W górach najbardziej lubię wszystko. Można być bardziej sam na sam ze sobą, lepiej wsłuchać się w siebie; rzeczywistość staje się bardziej czarno- biała i łatwiej mi pewne rzeczy sobie poukładać w głowie. Oczywiście lubię się też zmęczyć oraz poczucie osiągnięcia, gdy coś się udało. Mimo to nie traktuję gór zadaniowo- nie chodzę po nich, by zdobyć to czy tamto, lecz by po prostu w nich być. A najbardziej lubię po całym dniu wędrówki usiąść przy ognisku po obiedzie i wychylać kolejne kubki herbaty z cynamonem. Uwielbiam też nocować w namiocie lub w bacówce- czasem paradoksalnie się zdarza, że ceremoniał biwakowania bardziej mi się podoba niż sama wędrówka. Zaś same góry najbardziej uwielbiam jesienią. Zrozumiałem to już w czasie mojej pierwszej, „poważnej" wyprawy- w Kaukaz; choć dookoła same wyśmienite szczyty i pyszne widoki, pewnego razu zamarzył mi się zwyczajnie dżdżysty, listopadowy dzień w beskidzkich krzolach i wieczór w bacówce z ceremonialnym suszeniem butów.

Ogólnie często lubię być w górach sam, czasami nawet żartuję sobie, że zostałem przewodnikiem dlatego, że gdy wszyscy współwędrowcy są za mną, łatwiej sobie wyobrazić, że ich w ogóle nie ma ;), ale chyba jednak tak naprawdę nie stronię od gatunku ludzkiego, inaczej przecież nie byłoby mi tu, w Klubie tak dobrze
Dotychczas schodziłem praktycznie całe polskie Beskidy, kawał gór Czech, Słowacji. Bywałem też w Karpatach ukraińskich i rumuńskich, uczestniczyłem także w wyprawach nad Bajkał i Góry Chamar Daban, w gruziński Kaukaz oraz w Pasmo Kaczkar w Górach Pontyjskich. Jako przewodnik prowadziłem obozy wędrowne w Bieszczadach Wschodnich, Alpach Rodniańskich i w Turcji oraz pewną ilość rajdów i rajdzików weekendowych. Mam nadzieję, że to dopiero początek.