Rajd Mikołajkowy 2003 Jeszcze do niedawna Studencki Klub Górski znałam wyłącznie z mrożących krew w żyłach opowieści znajomych, którzy odważyli się robić kurs przewodnicki w SKG. Wyjazdy z założenia dla wytrwałych bohaterów, którzy nie potrzebują snu, a jeśli już to cieszą się ze spania w dziurawym szałasie, prawie nie jedzą, a jeśli już to dziwne brejki i to z wiadra(!!!) i na dodatek nad ranem, a nie w porze obiadu. Gdy Marek zaczął zapraszać na swój Rajd Mikołajkowy - rozwiewał moje wątpliwości obiecując fajną trasę (że niby ja też dam radę i po szlakach, a nie krzalach i jarach), obiecywał nocleg w ogrzewanym schronisku (a to zima), dużo jedzeniach w porach posiłków (niektóre robione przez profesjonalistów), ale tak na prawdę to przekonała mnie obiecana wizyta Mikołaja i pewność, że każdy(!) dostanie prezent (czyli ja też). Odważyłam się więc pojechać na swój pierwszy wyjazd z SKG.

Jedziemy na królową Beskidów! - gromki okrzyk przerwał sylwestrowy hałas. Pomysł został błyskawicznie przechwycony przez żądnych wrażeń kursantów, zadeklarowało się nawet kilka osób. W efekcie pojechały cztery (cóż, studia nie radość, od czasu do czasu występuje coś, co potocznie nazywa się sesją; niektórzy się nawet do niej przygotowują). Po wstępnym rekonesansie (Michale, chwała Ci za to!) i tysiącu telefonów do siebie z pytaniem, czy my naprawdę jesteśmy normalni, spotkaliśmy się na dworcu. Sowa od razu zorganizował nam czas proponując grę pod tytułem: "gdzie jest mój bilet?". Poszukiwania nie były długie, ale trzeba przyznać, że bardzo intensywne. No i niezwykle scementowały grupę. No cóż, początki bywają trudne, ale zrażać się nie należy.

Pod koniec sierpnia 2000 roku wybraliśmy się z Magdą na Dolny Śląsk. Mieliśmy w planach dużo zwiedzania, gdyż rejony te obfitują we wszelkiego rodzaju zabytki i osobliwości. Naszym celem był obszar Sudetów Środkowych zamykający się w trójkącie: Wałbrzych - Walim - Adrspach (Czechy).

mapa2am

Trzy dni długiego weekendu na przełomie kwietnia i maja postanowiliśmy spędzić we wschodnim rejonie Kotliny Kłodzkiej. Wszyscy trzej: ja, Radek i Michał mieliśmy już dość szarych ulic Warszawy, potrzebowaliśmy jakiejś odmiany.

Interesowały mnie nie tylko góry. Po lekturze przewodnika oraz tematycznych stron internetowych, zapragnąłem zwiedzić zamek Księżnej Marianny Orańskiej w Kamieńcu Ząbkowickim, kopalnię złota w Złotym Stoku, Lądek Zdrój a także Jaskinię Niedźwiedzią w Kletnie u podnóża Masywu Śnieżnika. Udało mi się do tego zachęcić kolegów.

 

Od tygodnia chodziłyśmy z myślą o wyjeździe w góry. W środku krzyczało nam coś: "RUSZCIE SIĘ WRESZCIE DZIEWCZYNY!". No dobrze, ale coś trzeba zaplanować. Wybrać trasę i bacznie obserwować prognozę pogody, co miało dla nas ogromne znaczenie. Po kilku rozmowach z Magdą, skreśliłyśmy z listy Tatry, ze względu na warunki pogodowe. Nie chciałyśmy też jechać w Beskidy. Wybór nie był już tak trudny. Karkonosze same wyłoniły się nam na pierwszy plan.